wtorek, 15 listopada 2016

Magiczne słowo -urlop.

Od wczoraj mam urlop. Całe półtora miesiąca! Do pracy wracam dopiero na święta.
 Tak wiem. Każdy w pracy zapytał " gdzie wyjeżdżasz". Ano nigdzie, bo to listopad i dzieci w szkole, palić w piecu trzeba, a ze sobą zabrać musiałabym dwa koty i królika. O finansach nie wspominając.
 Ale urlop może być miły nawet w listopadzie. Nareszcie wyszło słońce i zapowiadają że trochę poświeci, i choć dzień krótki chociaż pobieżnie można przygotować ogród do zimy.

 Lista rzeczy do zrobienia dłuuuga jak ruski rok. Ale sama świadomość, że nazajutrz nie muszę drzeć do pracy, tylko spokojnie realizować zamierzenia powoduje że wieczorem zamiast gnać do łóżka " bo jutro muszę być wypoczęta i dobrze funkcjonować w pracy" siedziałam i przebierałam w guzikach jak nie przymierzając Kopciuszek. Sama jestem zaskoczona, ile zrobiłam i jak dziką przyjemność mi to sprawiło.Znalazłam całe mnóstwo ciekawych sprzączek pasków, klamerek, naszywek na szybko odpruwanych ze zniszczonych ciuchów, koralików małych i dużych. Niesamowita ilość wstążek i wstążeczek, zamków i gumek. Ujawniła się też góra rzeczy do naprawienia- każda potrzebuje raptem pół godziny do godziny czasu, bo to tutaj szew przypruty, tam urwany guziczek i trzeba zmienić resztę, bo stracony bezpowrotnie, tutaj zwęzić, tam wciągnąć gumkę....Zaczęłam nawet zapisywać co muszę zrobić, tyle się tego nazbierało!


Na drutach na wykończenie czeka smoczy sweter, typ nietoperz. Muszę dorobić tylko kawałek rękawa.


A na maszynie uszyłam płaszczyk dla Myszki, projekt mój własny. Trochę posiłkowałam się wykrojem kurtki z Burdy- chciałam , żeby rękaw idealnie się układał a obawiałam się, że może się to nie udać jeśli rozrysuję projekt sama.

Dlatego góra to Burda, kaptur pomysł i wykrój własny, dół wykrój własny z dwóch półkoli, pomniejszonych o trzy centymetry z każdej strony pasa, co na dolnym obwodzie dało około 30 centymetrów. Skończyłabym już wczoraj, bo musiałam dopasować jeszcze  długość rękawa (płaszcz jest większy , żeby mogła do niego dorosnąć) i przyszyć futerko , ale nagle przyszło mi do głowy, że pożądane byłyby kieszonki , żeby można było schować rękawiczki, breloczek- Mysz uwielbia wszelkie breloczki- i muszą być wpuszczone do płaszcza , bo  naszywane wyglądałyby okropnie i w ogóle jak nie od tego projektu, więc mordowałam się kieszeniami mając wykończony prawie płaszcz. No ale jak głowa przemęczona i w domu myśli tylko i wyłącznie o pracy to dobre pomysły przychodzą dopiero na końcu. i Trzeba kombinować aby je zrealizowąć. Ech żebym ja umiała rysować mogłabym zobaczyć całość i pomyśleć o niej... Niestety wszystko co  narysuję wygląda jak na dwugłowego Quasimodo i zeszyt z pomysłami służy  głównie do zaznaczenia o co mniej więcej chodzi i jest zapinany na guziczek, żeby nigdy gości nie skusiło oglądanie( rodzina wie co to i szanuje, że krępuje mnie zaglądanie)... Na szczęście jeśli coś uszyję to mogę to pokazać.

To zdjęcie to tylko "zajawka",  następny post będzie właśnie o płaszczyku, zdjęcia na modelce, wykończenie w środku, kieszonki itd- czekam na moment ze słonkiem.


 Życzę Wam słonka i ciepełka, odwagi do szycia  i udanych projektów.
 Całuski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz i zapraszam ponownie!