niedziela, 14 sierpnia 2016

Słów kilka.

Lato chyli się ku końcowi, wszystkie markety , te hiper i te niehiper trąbią o szkole, zaraz wrzesień. Pogoda też raczej przypomina  jesienną, lodowato zimne wieczory, zarosiałe poranki, kwitnące astry... Jakoś kompletnie nie czuję lata w tym roku. Upałów brak, w pracy tyle zamieszania, że nie ma czasu pomyśleć który to już dzisiaj, zamknięte w wakacje w domu dzieci stają na uszach. Wciąż brakuje czasu żeby posiedzieć trzy minuty i pomalować starannie paznokcie a co dopiero marzyć o przerobieniu choć rządeczka  na drutach, poplanować cokolwiek. Mam nadzieję , że wrzesień przyniesie trochę wolnego czasu, aby móc się choć sekundę odprężyć, a nie myśleć tylko, jak dobę wydłużyć i zdążyć przed zimą z piecykiem, kaloryferem, malowaniem, podłogą, itd, itp. Każdy normalny człowiek remonty robi w trakcie urlopu, ma czas, może się rozgrzebać. Cóż , o urlopie to ja mogę pomyśleć koło listopada, kiedy już nie ma czasu na wstawianie nowych kaloryferów i próby szczelności , tylko gdy się wpada do domu i pędzi zagrzać łapki  przednie i tylne na kaloryferach tudzież piecykach. Tak więc mam przechlapane i muszę jakoś sobie radzić, na czym cierpi moja robótkowość i szyciowość- maszyna się niemal obraża, że wciąż ją omijam i biedactwo pokrywa się kurzem.
 Tak więc po przydługim wstępie krótkie rozwinięcie- ponczo tworzone w ramach turnieju kończę w tempie zartretyzowanego ślimaka, ale niewiele mi zostało. Szydełkowa robótka też na ukończeniu. Cienka włóczka- w sklepie. Poziom zaliczę - nie wiem kiedy. Tyle jeśli chodzi o ambitne plany zrealizowania sześciu leleweli.
 Zmierzając do celu- zakończyłam niemal remont u córuni, została "kosmetyka" czyli listwy przypodłogowe i pomalowanie toaletki. Jako oświetlenie będzie służyła lampa z butelki, ozdobiona kwiatkami  szydełkowymi.



Ot i na razie wszystko. Modlę się o kilka swobodnych chwil, żeby wreszcie wszystko zrobić porządnie, od a do z, nie wysłuchując że minę mam nie taką, jaką szanowna pani sobie życzy, że kawałek ciasta podałam ręką lewą nie prawą. Zniknąć na tydzień , muzyka, druty, Trochę tkanin i JA. I silverka zdecydowanie....


Tak dawno mnie tu nie było , że nie miałam czasu przedstawić Wam nowego członka rodziny, a raczej członkini. Niemal dwa miesiące temu zaadoptowała sobie nas koteczka w kolorze czarnym. Darła się rozgłośnie pod pracą, więc nakarmiłam i zamknęłam w pudełku. Siedziała grzecznie, wyspała się solidnie i całkiem chętnie dała się przywieźć do domu. Teraz rozrabia z Biszkoptem , który po początkowym zniechęcającym prychaniu zdecydował się matkować kotce, myje ją, uczy polować,ba, czasem robi za smoczek. Pełna zgoda, królik też został zaakceptowany, więc życie kocie  to czysta sielanka.
 Pozdrawiam

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz i zapraszam ponownie!