czwartek, 12 maja 2016

Cieplutko

Nareszcie pogoda poprawiła się i w moim regionie. Patrzyłam na mapę pogody i zgrzytałam zębami- ..."w całej Polsce pogodnie tylko w południowo wschodniej części"...czyli u mnie. Burze, ciapa, wiatr. A wczoraj po raz pierwszy nawet miałam chwilę zastanowienia czy nie pozbyć się rajstop z odnóży, bo pięknie i ciepło.

Och wiosna wiosna. Zaraz lato! Zwierzęta jak oszalałe biegają, budują domy i gniazda.
 Aż szkoda, ze tak wiele z nich nie przetrwa.
Kosząc sad natknęłam się na takie cudo. Niewiele brakło a skosiłabym siedzącą na gnieździe Panią Bażant. Kosę nad głową wytrzymała, aparatu fotograficznego już nie,dlatego tylko zdjęcie jajek.
Wróciła kilka minut później i starała się wysiadywać, ale odkrycie gniazda z jednej strony przesądziło o niepowodzeniu. Jajka powybierał pies sąsiadów, niestety.

To gniazdko zostało założone w jałowcu, jak co roku. Pierwsze mocne wiatry przed burzą wywróciły gniazdo i jajeczka powypadały. To już chyba czwarty rok gdy w tym krzaku nie udaje się odchować młodych. Otoczę go może jakąś kratą albo co, żeby jakoś stabilniej tam było.
Tymczasem na szczycie sosny czarnej- no dobra na wysokości metra trzydzieści mniej więcej ten szczyt- znaleźliśmy taki mistrzowski dom z pisankami bezmała. Mamusia ptasia łypała na mnie złym okiem, więc zdjęć nie zrobiła, Za to po tygodniu zaobserwowaliśmy wzmożony ruch wokół gniazda i znaleźliśmy takie oto "paskudy"





Dzioby się głodne otwierają, mama ma roboty coraz więcej. Wykarmić takie towarzystwo to spory wyczyn.
 A wczoraj wieczorem przez otwarte okno wleciała nam poszukiwaczka miejsca na gniazdo. Pokręciła się, poćwierkała.

Jakim cudem mąż  złapał  jaskółkę w locie nie wiem, ale spieszył się bardzo, gdyż kot natychmiast zainteresował się gościem . No cóż, pozostał przy misce rozczarowany. Teraz bardzo pilnujemy, żeby nam nie próbowała budować gniazda, gdyż czekamy na zamówione okna i jej plany mieszkaniowe spaliłyby na panewce.
Czasem żałuję, że nie mam jakiegoś super aparatu  z wielkim obiektywem. Tyle tego towarzystwa biega tutaj i fruwa, że byłyby piękne zdjęcia. Kiedyś nawet zaplątał się nam do ogrodu dudek. Zajęcy jest całe mrowie, sarny i jelenie, bażanty, myszołowy, bociany. Jedna z niewielu prawdziwych przyjemności jakie czerpiemy z życia na wsi- ta dzika część natury

Pozdrawiam


2 komentarze:

  1. U Ciebie też ptasie przygody jak widzę. Męża za refleks podziwiam, bo skoro złapanie mniej lotnej kaczki u mnie łatwe nie było co dopiero jaskółki.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz i zapraszam ponownie!