środa, 6 kwietnia 2016

Czerwono mi...

Nareszcie zawitała długo oczekiwana i mocno spóźniona wiosna. Wydobyto kurtki wiosenne, a futra wylądowały w głębiach szafy.
 I u mnie nastąpiły zmiany garderoby. Co prawda w sobotę , gdy moje dziełło miało być elegancko prezentowane w pełnej swej "krasie" na ulicach królewskiego miasta Krakowa wiał tak silny wiatr, ze trzeba było na wierzch wrzucić ponczo. Ale nic to, pięć minut pod Sukiennicami bez wiatru starczyło i oto mój produkt z ekoskóry.
 Ponieważ czerwień nie jest moim ulubionym kolorkiem , chociaż czasem noszę kurteczka została uszyta z myślą o Myszce.

Problemów było bez liku. Po pierwsze- skroiłam z zapasami. Kurtka wyszła za duża, trzeba było pruć, przycinać.
 Spięłam szpilkami przymierzyłam na dziecię i stwierdziłam że ramię jakoś nieładnie odstaje. złapałam nożyczki i obcięłam.  Zaczęłam szyć. Póki jechało po lewej stronie nie było problemu. na prawej zaczęły się schody. Zapomnij kobito o pikowaniu! Na stopkę teflonową nie miałam. Specjalny olej niedostępny, w pasmanterii nawet o takim nie słyszeli. Gdzieś , kiedyś w Lidlu był , ale nie zdążyłam kupić.No to masz Babo placek.
 I nagle znalazłam wpis LoliJo o jej cudnym sposobie. Złapałam  za butlę oleju rzepakowego . W ostatniej chwili mąż mi go porwał i kazał maszynowym, ze niby coś tam może maszynie zaszkodzić. No i smarowałam , pikowałam nitka złotą i szło prawie jak złoto. A potem przy zamku wygięłam igłę  Nawet nie wiedziałam.  Zabieram się za wszycie dzianinki, ustawiam ścieg owerlokowy i igła rąbie mi w stopkę. O matko , zepsułam maszynę. Włosy stanęły mi dęba. Odkręciłam śrubkę i oglądam  czy toto się da podregulować. Mąż mówi - ale załóż igłę, żeby wiedzieć ile i okazuje się że ... nic się nie zepsuło a ja jestem gapa i ciućma bosa że nie widzę krzywizny igły. Przymierzam kurtkę na dziecko- no tak, złapałam za nożyczki i obcięłam ramię?

 No to teraz będzie brakować. Rękaw wybulił się ni z tego ni z owego.
 No wiadomo- lepiej kijek obciupkować niż go później pogrubasić- jak mówiła pewna mądra starowinka.Nie da rady, tak być nie może . Kurtka do wyrzucenia. Oj bolało. I nagle wpadłam na pomysł jak Pomysłowy Dobromir-

- kurtki motocyklowe mają wzmacniane ramiona! Więc kto mi zabroni zamiast wszywek i usztywnień w środku zrobić łatkę na ramieniu na zewnątrz? Zrobiłam. Zadziałało.


No i jest dziełło.


Musiałam sesję uzupełnić spokojnie w ogrodzie.
 Ideału nie ma. Jednak zapominałam o smarowaniu i tu ówdzie się marszczy i ciągnie. Następnym razem będzie znacznie lepiej. Przyrzekam.

 Dla ciepła pod spodem podszycie ze swetrówki. Zużyłam swoje ponczo sfatygowane nieco.




W poprzednim miesiącu w siąpiącym deszczu i chłodzie zawitałam do sklepu Milanex w Krakowie.
Oniemiałam z zachwytu na widok ilości i różnorodności tkanin oraz wcale przystępnych cen.  Wśród tkanin wypatrzyłam czarną mięsistą dzianinę i szkocką kratę.

 O dzianinie- w innym poście. Z kraty uszyłam dziewczęciu coś na kształt kiltu. Spódniczkę można regulować w pasie przesuwając guziczek więc jakiś czas posłuży.





 Potem się odpruje pasek i coś uszyje np. spodenki (zrobiłam taki numer dwadzieścia lat temu dla siebie).

Pod spodem coś czarnego. I rajstopy bordo.

O robisz foty! Ja też chcę!

I jeszcze taką!
Pozdrawiam

2 komentarze:

  1. Ależ z Ciebie pomysłowy Dobromir ;)
    Szycie skóry, choćby i eko to trudna sprawa. Podziwiam za odwagę, bo ja nie mam odwagi nawet spódniczki z półkoła ze skóry uszyć.
    Czy to jest ten mały kocio, który jakiś czas temu zagościł w Twoim domu? ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Już nie taki mały, kawał kocura się zrobił. Jego siostra wybrała wolność w zeszłe wakacje, ale pan jest wygodnicki i nie opuści miseczki.
    Spódniczkę z półkola też wykroiłam, czeka na wszycie zameczka.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz i zapraszam ponownie!