wtorek, 15 marca 2016

O konsumpcyjności, głupocie i o innych przemyśleń kilka.

Mag Ik napisała o swoim sweterku. O cudnym  i trudnym procesie tworzenia oraz o dzikiej przyjemności z tegoż tworzenia. I o równie trudnym zderzeniu z ogólnie wyznawaną religią- konsumpcjonizmem. Kupować, kupywać , fare lo shoping i jeszcze w paru innych językach. Zakupoholizm jako choroba.
 Społecznie zmieniamy się w użytkowników. Na jednym z forum o krawiectwie wciąż pojawiają się ogłoszenia- szukam kogoś kto uszyje to co wymyślę. Nowi tfurcy- konsumpcjoniści- mam w głowie ale niech wykona ktoś inny a ja zgarnę chwałę i pieniądze. Z naciskiem na ostatnie.
 W czasie wojny Polki uchodziły za kobiety najlepiej ubrane w Europie. Czyżby miały dostęp do świetnych ciuchów i genialnych stylistów? W okupowanym kraju- jasne. Zawdzięczały własnej kreatywności, umiejętnościom i chęciom to, że w ogóle miały co na grzbiet wcisnąć. Moja kochana Babcia utrzymywała ukrywającą się rodzinę z szycia i robienia drewniaków. Była panienką z tzw. dobrego domu, rodzice nauczyciele, w domu służąca- ale do dobrego wychowania należało: nauczyć szycia, dziergania, cerowania itd.
A potem przyszła komuna i znowu dobre wychowanie się przydało, bo były puste półki, i zawsze można było coś przerobić- zasłonę, obicie fotela.
Cóż . Człowiek wydzierga sweter i usłyszy że jest chory psychicznie . Czyżby znów dopadła nas różnica między psycholem  a ekscentrykiem, skoro czytam , że dzierganie najmodniejszym hobby Hollywood?
 Wszystkim miłośniczkom Madame Coco Chanel proponuję  zapoznanie się z jej życiorysem. Szczególnie tym paniom , które uważają szycie i dzierganie za objaw starości i choroby psychicznej. Ale na mój blog takie nie zaglądają. Na szczęście.
 Niniejszym wstępuję do Klubu Zamotanych Szaleńców. Polecam każdemu.
Pozdrawiam z zaśnieżonej dzikiej krainy otulając się we własnoręcznie zmajstrowany  sweter

1 komentarz:

  1. Jeśli ktoś lubi kupować, albo nie umie szyć czy dziergać - niech kupuje. Ja łażenia po sklepach nienawidzę. Męczy mnie psychicznie i fizycznie, więc szyję, dziergam i robię sama co tylko potrafię i się da.
    Toerie (bo ta o dzierganiu to jego najmniej bolesny wymysł) traktuję obecnie jak kabaret na żywo. Inaczej bym zwariowała :) Liczę się ze zdaniem ludzi których podziwiam i szanuję, a nie z opinią psychopaty nieuka.

    Ktoś, kto nie ma ŻADNYCH pasji nie zrozumie, że np. w dzierganiu najfajniejsze jest... dzierganie. Nawet mniej, przynajmnie mnie chodzi o efekt końcowy. Lubię wymyślanie wzoru, dzierganie, dotyk włóczki, proces tworzenia. Końcowy efekt - sweter, szal, czapka to bonus. Ktoś, kto niczym się nie interesuje, kto jest ograniczony światopoglądowo, życiowo i intelektualnie nigdy tego nie pojmie.
    Jeśli moja przyjaciółka biega i planuje startować w maratonie, a ja biegania nieznoszę, to mam uznać, że marnuje czas? Podziwiam ją, choć zainteresowania i styl życia mamy totalnie różny.
    Czy jeśli moja koleżanka uwielbia Indie to tego stopnia, że zaczęła się uczyć hindi jest szalona? Ja ją szanuję, bo poświęca swój wolny czas (a ma dziecko i obowiązki domowe) na naukę czegoś co wielu uznałoby za niepożyteczne i bezsensowne.

    Może nawet współczułabym takim ludziom bez pasji, bez hobby (przyjmijmy, że oglądanie meczu i seriali w tv to nie pasja), bez zainteresowań. Może nawet bym im współczuła gdyby nie fakt, że czasem jednak wykazują się pewną pasją - żyją cudzym życiem, jego ocenianiem i udowadnianiem, że ich płaskie, nudne i bezbarwne życie jest lepsze.

    I tak jak napisałaś - tworzenie jest modne. Bycie indywidualnym jest modne. Bycie sobą jest modne. Houwg!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz i zapraszam ponownie!