czwartek, 2 października 2014

Poranna kawa- deszcz

Ranek przywitał mnie ulewą za oknem. Jeszcze oczu nie zdążyłam otworzyć a już wiedziałam , że mam dzień wolny- w taką pogodę nie ma mowy o żadnym zrywaniu jabłek. To nawet dobrze- spojrzenie w lustro przypomina mi o rozległej opuchliźnie, która objęła cały lewy policzek i część oka. Pyralgina pomogła, ale jeszcze nie do końca, opuchlizna jest- przynajmniej nie będę ludzi straszyć swoim wyglądem.Mąż patrzy na mnie wzrokiem pełnym winy- nie rozumiem dlaczego, w końcu to nie on odpowiada za niezwykle wysoki poziom stomatologii w naszej wsi.
 Poranne obowiązki wobec dzieci uzupełnione telefonem od szefowej ("dzisiaj wolne!"), szybkie odprowadzenie Myszaków na przystanek i już jestem sama w domu. Kubek kawy, włączam komputer i... wyświetla mi się reklama mapy google... Klikam i wyruszam w daleką ,lecz bliską podróż dzięki opcji street view.
 Ląduję w Krakowie na ulicy Szewskiej. Rozglądam się i czuję, że uśmiecham się pod moim spuchciem. Pogoda- jak u mnie, na wprost pizzeria Dookoła Świata. Odwracam się i ląduję twarzą w twarz z lanosem. Klikam na strzałkę i już uciekłam lanosowi spod kół i "wącham wyziewy" z McDonald's- nie mogę uwierzyć, że mi tego brakowało, ta restauracja zawsze wzbudzała we mnie oburzenie w takiej lokalizacji.
 Pociągam łyk kawy z kubka , robię klik na mapce i ląduję pod Mariackim na wprost obwarzanków. Próbuję podejść do wózka i zajrzeć  przez szybkę, niestety po kliknięciu na strzałkę bliżej wózka wózek zniknął- trudno, sama sobie obwarzę i upiekę . W końcu krakowianka jestem .
Wędruję dookoła rynku i " wchodzę " do Sukiennic. Niemal słyszę ten gwar i szum. Po lewej swetry góralskie i owcze skóry- ha, tutaj kupowałam 25 lat temu skórzany plecak, który intensywnie użytkowany jest i jest... Kawałek dalej widzę domki do aromaterapii, a dokładniej- krakowskie kamieniczki. Zerkam na swoja posklejaną  po upadku ze stołu, gdy któremuś dziecku za bardzo spieszyło się do słodyczy...Chwilę później trafiam na stragan z koszulkami ze smokiem wawelskim- obiecałam córci , ze taką jej sprawię.... Zaraz obok moja ulubiona biżuteria z bursztynem. Niestety , nie można obejrzeć z bliska....
 Znów klikam na mapę i ląduję na plantach, centralnie pod Smokiem Wawelskim.  Odwracam się i wędruję pod pomnik Dżoka- pamiętam go jeszcze , jak biegał tutaj, choć nigdy nie miałam okazji widzieć go z bliska, raczej zza szyby autobusu... Przypomina mi się Bonusek, który zginął tragicznie tydzień temu, oczy robią się mokre, więc uciekam szybciutko i ląduję na Karmelickiej pod tramwajem. Ach , to tu wsiadałam żeby pojechać do domu, syn był malusieńki, córcia w brzuchu a ja w tramwaju trzymając dziecko na ręku obijałam się o ludzi, bo nie było chętnych aby ustąpić miejsca.
 Klikam znowu i stoję pod "swoim" blokiem- jestem pod moim dawnym adresem. Kręcę kółkiem i udaje mi się zobaczyć  "moje " okna. Rozglądam się- drzewa jakieś wielkie dookoła i brama jakaś inna, choć zjazd dla wózków nadal" z pieca na łeb"....
Coś uderza w okno i kończy moją nostalgiczna podróż . Patrzę przez szybę na jednolicie mokrą zieleń. Przejeżdża traktor rozchlapując kałuże- jakiż inny dźwięk wydaje niż ten który prawie słyszałam przed chwilą. Zaglądam do kubka- tak jakoś w nim pusto  się zrobiło.Idę zrobić sobie kolejną kawę . Ciągle prześladuje mnie zdanie pewnej pani z sadu- czy aby naprawdę internet to takie straszne dzieło szatana....

4 komentarze:

  1. Jak mówią, internet to okno na świat ale jak z każdego okna można poszerzać horyzonty i podziwiać widoki, a można tez skoczyć i zrobić sobie krzywdę- wszystko zależy od rozsądku. Jednak nie ukrywając jest ogromnym pożeraczem czasu, przynajmniej dla mnie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko zależy czego w internecie się szuka.

      Usuń
  2. Och! muszę i ja wybrać się na takie odwiedziny do mojego Gniezna... :-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz i zapraszam ponownie!