poniedziałek, 22 września 2014

.......

.......kap kap, kapu kap- dzisiaj to już nawet nie kapanie tylko regularna ulewa od rana. W sobotę spędziło nas z sadu po kwadransie, dziś jeszcze przed siódmą dzwoniłam do szefowej czy jest sens przychodzić- oczywiście zważywszy na pogodę sensu nie było. W imponującym tempie przebrałam się z ciuchów "sadowych" na zwykłe i pognałam na przystanek z dziećmi , żeby skorzystać z "uprzejmości" pana kierowcy autobusu szkolnego i zjechać z bąkami pod szkołę. Teraz już szybciutko busik i wylądowałam wśród cywilizacji. Ba, nawet na światłach radośnie sobie postałam.
 Nawiedziłam pocztę i wysłałam nagrodę z  candy do Zuzanny Magdaleny- dopiero teraz, gdyż musiałam to zrobić osobiście.Mąż jak to facet- a nie poradzę sobie z kopertą, a nie wiem jak zapakować...Więc wszelkie zażalenia na opóźnienia proszę kierować do małżonka- wszystko jego wina.
 Oczywiście, tego co miałam zakupić nie zdobyłam- cywilizacja u nas skromniutka i podręczniki dostać o tej porze roku to już rzecz niemożliwa. Pozostaje niezawodny internet- trzeba będzie zamówić już wszystkie brakujące hurtem. Zakupiłam więc synowi buty- idealna sprawa mieć z dzieckiem ten sam numer buta- i udałam się na "polowanie" szyciowo-robótkowe po szmateksach. I tu rozczarowanie- owszem, trochę ciekawych ciuchów ale w cenach porównywalnych do nowych- wpadła mi w oko cudna tunika w norweski żakardzik, super wykonana, ale ani mój rozmiar ani cena przystępna... Żadnych swetrów do przeróbki, ciekawych zasłon - nic po prostu!
Podłamana  lekko poszłam do bławatnego (cudna nazwa  prawda?) i kupiłam czerwony materiał w kwiaty. A potem odwiedziłam ukochaną panią z pasmanterii i dokupiłam mulinę pod kolor. Ciekawe czy zgadniecie co uszyję? Podpowiem tylko , że na córcię, gdyż tak poważna matrona jak ja nie powinna już nosić czegoś tak frymuśnego.
 Na zdjęciu przy okazji pokazałam co tam się u mnie produkuje-pomału bardzo, bo po całym dniu  w mokrych rękawiczkach  palce słabo współpracują- na wierzchu piórnik dla Myszki, a pod materiałem w kwiatki fragment kocyka który rośnie już od półtora miesiąca.
No i jeszcze zdjęcia świtu w piątek - nie wierzę , że to było kilka ranków temu- kłęby mgły nad rzeką, słońce.... romantycznie bardzo....


Pozdrawiam.
 Myszkimama

6 komentarzy:

  1. Obawiam się, że nie zgadnę co szyjesz dla Myszki... mulina Ci do tego potrzebna? ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W oryginale nie było, ja zrobię wariację.
      Ciuszek triumfował ostatnio na arenie międzynarodowej.

      Usuń
  2. Zażaleń żadnych nie będzie, choć nie ukrywam że obecna pogoda coraz bardziej napawa mnie ochotą otulenia się Twoim dziełem;) Teraz, jak wiem że jest w drodze będę tupać nóżkami z podekscytowania;)
    W kwestii Twoich planów szyciowych, ja obstawiam chustę wykończoną koronkowo-szydełkowym brzegiem albo frędzelkami (hmm...tylko tak sobie teraz myślę, czy takie małe dziewczynki noszą takie rzeczy?;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uff, dobrze że zażaleń nie będzie, sumienie okropnie mnie gryzło, ale żywcem nie było kiedy i jak- mieszkam gdzie diabeł mówi dobranoc i w dodatku nie posiadam samochodu.
      Nie będzie to chusta, małe dziewczynki ( i te większe) jak na razie nie noszą. będzie to ciuch z niższych rejonów ciała.

      Usuń
    2. Aaaa, przed chwileczką odebrałam paczuszkę:D Ponczo jest cudne: pięknie wykonane i grzejące- w sam raz na obecną niepogodę. Pasuje mi do butków i do torebki, i do wszystkiego;) Jak znajdę chwilę i trochę słonka do zdjęć, zaprezentuję sie w nim na blogu. Jeszcze raz ogromnie dziękuję:)

      Usuń
    3. To ja ogromnie dziękuje za udział w zabawie i taką moc komplementów. Mam nadzieje, że posłuży i że będzie w nim naprawdę cieplutko.

      Usuń

Dziękuję za komentarz i zapraszam ponownie!