poniedziałek, 23 czerwca 2014

Powracam....

...Choć absolutnie nie wiem na jak długo, bo sprzęt dalej robi mi głupie żarty.
 Nie było mnie prawie pół roku i muszę z ręką na sercu przyznać, ze im dłużej mnie nie było tym wolniej poruszały się druty w mych dłoniach , a maszyna momentami pokrywała się kurzem. Zabrakło mi Waszych miłych komentarzy oraz inspiracji czerpanej z Waszych blogów. Teraz patrzę ile mnie ominęło i przy takim natłoku różnych wrażeń aż się gubię! Próbowałam podglądać blogi przez internet w komórce ale.... Mogłam poczytać sobie tekst ale zdjęć mi nie wyświetlało, do niektórych w ogóle nie dało się wejść, bo komórka wyświetlała tylko i wyłącznie pulpit blogera, o komentowaniu to można było zapomnieć. Podobnie było ze skrzynką mailową- wiadomość przeczytać mogłam, odpisać- nie dało rady.
 Tak więc nadrabiać będę powoli, żeby należycie docenić wszystkie Wasze posty i cichutko oczekiwać na komentarze do swoich.
       Po pierwsze- padły pytania o olejek różany , który stosuję jako kosmetyk użytku codziennego. Spieszę z wyjaśnieniem- na 200ml oleju bazowego, wlanego do butelki z podajnikiem(dla wygody użycia) wlewam 50 kropel olejku z róży, 20 kropel cytrynowego(ale nie w lecie, gdyż pod wpływem ostrego słońca może powodować przebarwienia na skórze!) I już,. Przed każdym użyciem wstrząsnąć. Zmywam tym makijaż, smaruję się po kąpieli, gdy mam przesuszoną skórę dodaję jedną porcję z podajnika do kąpieli. Smarują się nim moje dzieci od trzeciego roku życia.  Oczywiście, zanim zaczniecie stosować należy zrobić próbę uczuleniową  w zgięciu łokcia lub za uchem i odczekać dobę. W razie reakcji alergicznej szybko umyć wodą z mydłem. Działa rewelacyjnie, kosmetyczka nie chciała mi uwierzyć, że mam lat tyle ile mam, dawała z dziesięć mniej. Pachnie cudnie.
 W okresie komarowym(np . teraz) dodaję trzydzieści kropli olejku goździkowego- pachnie mocno korzennie i skutecznie przez jakiś czas odstrasza komary.
 Po drugie, Trzecie i piętnaste....Dzisiaj  wrzucę zdjęcia wszystkich rzeczy które wykonałam, a niektóre uzupełnię stopniowo opisami:

Sweter z wełny, znanej już  stąd. Ponieważ okazała się wyjątkowo uparta i łaskawie rozciągała w nie porządanych kierunkach sweter i gorsetootulacz zostały sprute i wykonane na nowo. Tym razem projekt rozciąga się w zamierzonych kierunkach, jako że model jest luźnawy i dzieki temu nie widać że się ciągnie.

 Potem zrobiłam przegląd szafy i odkryłam poważny deficyt narzutek, otulaczy, miękkich i miłych "wtulaczy". Ponadto moja część szafy wydawała się wręcz czarną dziurą- wszystkie ciuchy czarne, z rzadka jakaś szarość- więc trzasnęłam sobie ponczo z milutkiego, grubego akrylu w kolorze wanilii. Oczywiście okazało się że pomyliłam się we wzorze, a piekielny golf nie chciał się układać, więc po jakimś czasie ponczo uległo spruciu. Wykończyłam je przedwczoraj, oczekuje właśnie na wypranie i prezentację.
 Pewnego pięknego dnia wpadła Myszeczka moja i wrzasnęła- pojutrze zdjęcia klasowe! Niestety zdjęcia są nieodmiennie robione na zasadzie - byle prędzej i następna klasa- więc moja blada dziewczynka momentami wygląda jakby była z wosku. A potem dramat- bo ja jestem taka brzydka! Więc dobrałyśmy czekoladowy golfik z odcieniami pomarańczu, buzia dobrze przy tym barw nabiera. Niestety golfik ma krótkie rękawki, a jedyny sweterek rozpinany ma w kolorze jasnoróżowym, i dni chłodne były. Przypomniałam sobie, że mam cienki sweter, bardzo długi z miłej dzianiny. Uległ on wypadkowi w trakcie wysiadania z busa- cały dół w dziury po szpilkach pani wysiadającej za mną, A potem jakiś piroman podpalił nasyp koło naszej drogi i wypaliły mi iskry kilka dziurek na brzuchu. I tak uszyłam na maszynie sweterek w szarym kolorze z obszyciami z futerka- do golfu pasował, został wykonany w trzy godziny i został ulubionym swetrem Myszki.

 Zima nieco wiosenna, ale trudno puścić dziecko w rajstopkach na egzamin. A że zbierałam się do zrobienia spodni z własnego wykroju-wykorzystałam okazję i narysowałam spodnie podstawowe dla dziecka.

 Kiedy już zezłościłam się na waniliowe ponczo wzięło mnie na kolor błękitny. Ale żeby zbyt niebiesko nie było dodałam czarne pasy i czarny kołnierz. Zrobiłam na czwórkach, wyprałam, wysuszyłam i zabrałam się za prucie. Oczka wyszły tak wielkie , ze patrzeć się na toto nie dało. Przerobiłam     go na trójkach i wygląda znacznie lepiej . Rozważam jednak podszycie cieniutkim polarem.
 Jak już mi się druty znudziły, a Mysza zaczęła kwękać, ze piórnik jej się marzy rozpoczęła się"era szydełka" .Wyprodukowałam piórniczek korzystając z pomysłu Intensywnie Kreatywnej rezygnując jednak z "ciosania w jodełkę",potem zrobiłam kosmetyczkę, potem kolejną, potem , do kompletu torebkę dziecku, torebkę dla siebie, a czemu nie  zrobić w innych proporcjach.... Dobrze że zabrakło mi zamków, i dwie ostatnie czekają na wykończenie, bo nie wiem kiedy bym skończyła, pewnie miałabym codziennie nową i nową i nową...


W czasie szycia spodni i sweterka dla Myszki na manekinie leżakowała sukienka usztywniana. Przerabiałam z wykroju na sukienkę z francuskimi cięciami i nie wzięłam pod uwagę, że w biuście powinno być nieco ciaśniej od góry i nie obyło się bez ramiączek. . Sukienka ma dwanaście fiszbin, zapinana jest na haftki z przodu. Trochę obawiałam się , że nie będę mogła w niej usiąść ze względu na zbyt długie fiszbiny, jednak okazało się ,że wymierzyłam idealnie. Cud jakiś po prostu.


 Ponadto okazało się , ze Miś mój malutki zrobił się mało malutki, nogę ma jak ja(zaczynamy wspólnie buty nosić), rośnie wzdłuż i wszerz i kąpielówki również robią się przymałe. I uszyłam mu kąpielówki z wielkiego kostiumu kąpielowego, jaki zakupiłam na szmateksie   za okrągłą złotówkę. Nici były droższe. Paradoks po prostu.

Rzeczy nie wykończone czekają na zmiłowanie, mam nadzieję że szybkie. Pan Paskudny straszy mnie po nocach  błagając o schowanie nitek, projekt dla Misia zniechęca zdaniem- masz czas, jeszcze nie zrobiłaś remontu, a komplet dla Myszy leżakuje ze względu na brak ciepła i słońca, a jest wybitnie letni. I tak dalej, i tak dalej... robi się z tego zniechęcający bałagan, pomysł goni pomysł...


 

2 komentarze:

  1. Miło Cię widzieć!!! :-) Napracowałaś się w tym czasie, kiedy Cię nie było :-) Wszystko świetne!, najbardziej podobają mi się chyba szydełkowe stwory :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak skończę stwory to wrzucę je hurtem , razem z opisem robienia. Też je bardzo lubię! Miło znów Cię gościć.

      Usuń

Dziękuję za komentarz i zapraszam ponownie!