środa, 29 stycznia 2014

Poranna kawa.Przyszła zima...

...i trzyma.
 Więc zamiast skupić się na pokazywaniu wprawek żakardowych oraz ponczo które w ramach wprawek wydziergałam, skupiam się na gwałtownym uszczelnianiu różnych dziwnych miejsc i produkcji grubych skarpet, które ledwie spadną z drutów natychmiast lądują na nogach większych i mniejszych.
   Ponadto świnka u synka okazała się ostrą i obrzydliwą anginką.
   Nowy psi mieszkaniec okazał się istotą z problemami skórnymi, z wyjątkową awersją do załatwiania potrzeb na mrozie, zwłaszcza po ciemku. Spacer łączy się z koszmarnymi kwikami, wypychaniem psa na siłę z domu i taranowaniem przez psa drzwi po pięciu minutach od wyjścia.
Muszę przyznać, ze zabawnie jest wyjrzeć przez okno i zobaczyć na wysokości twarzy rozradowaną psią mordę, natomiast mniej przyjemnie jest sprzątać rozmaite prezenciki z korytarza.
Cóż zapowiadają odwilż - oby jak najprędzej i już na stałe.
Martwię się o rośliny, bo wszystko puszczało i wyglądało, ze już, już za sekundę będą kwitły- a tu mróz, wiatr i ani grama śniegu, który spadł łaskawie po dwóch dniach. Za to w ilościach paraliżujących ruch wszelki.
 Byle do wiosny.
Pozdrawiam.

2 komentarze:

  1. No to same "przyjemności"...
    Co do pieska to rozumiem Cię dobrze, bo znalazłam na ulicy bezzębnego wyrzuconego kociaka - najsłodszy jest jak śpi... ;-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz i zapraszam ponownie!