poniedziałek, 16 grudnia 2013

Niepachnące fiołki i atramentem zalany melanż.

Zacznę od melanżu, żeby nie narażać się na podejrzenia o silnie zakrapianą noc- zalany atramentem melanż to sweterek, taki o:
 Sweterek zrobiony na zasadzie czekolady, tylko na drutach. Od dołu włóczka melanżowa właśnie, od góry- czarna, wrabiana nierównomiernymi pasami, dlatego sweter wygląda jak oblany czarnym atramentem.  Ścieg gładki, druty trójki, na żyłeczce. Rękaw wykończony ściegiem ściągaczowym jeden do jeden, podobnie jak dekolt, który jest tuż pod szyję.
Przód jest za biodra, a boki opadają nisko, nad kolano. Pasuje i do jeansów i legginsów, jego jedyną wadą jest, że wystaje spod krótszych kurtek, co nieco dziwnie wygląda. Nosi się świetnie, ukrywa wszystkie niedoskonałości, a pod spód można wcisnąć milusi golfik, żeby ciepło było.
 A niepachnące fiołki zakwitły na mojej koszuli, szytej z białego płótna od "dobrej wróżki".

 Fiołki oczywiście nie mogły być fiołkowe, gdyż odbiegałyby od zawartości mojej szafy, więc zrobiły się hm, pseudogotyckie, grafitowoszare, z białymi środkami, łodyżki kremowoszare. Na górnym zdjęciu mamy zdjęcie mankietu- każdy fiołek jest nieco inny.
 Tutaj fiołeczek na kołnierzyku
 Tu mankiecik zapięty
A tutaj koszula w swej całej okazałości. Jest to wykrój z Burdy4/91, nr 124. Guziki zaczynają się tuż nad biustem a kończą w okolicy pępka, są czarne, mankieciki zapinane na jeden guziczek.  Zmodyfikowałam nieco wykrój właśnie mankietami, które w oryginale są krótkie, ja zrobiłam wywijane. Przedłużyłam też koszulę i zrobiłam półkoliste wykończenie dołu.
 Kwiatki miały być też wzdłuż dolnej krawędzi, jednak mąż stwierdził, ze będzie za dużo, ponadto w mankietach i kołnierzyku nitki są schowane wewnątrz, dolna krawędź mogłaby się odwinąć i pokazać w całej okazałości niezbyt piękną stronę lewą haftu.
 No i już . Koszula jest od środka wykończona inaczej, tamta, moja "najpierwszejsza" miała szwy pościelowe, tym razem szwy wykończyłam szwem owerlokowym. I wyszło pięknie , jestem bardzo zadowolona z lewej strony,  a dotychczas mogłam stwierdzić jedynie- może być.
 Z pozostałej części płótna planuję koszulę dla Myszki, dla mnie materiału już nieco za mało. Mam nadzieję , ze ukończę szybko i zaprezentuję już w okolicy świąt.
 I jeszcze " co na manekinie wisi?

A wisi płaszczyk uparcie konstruowany dla Myszki. Rękawy wszyły się tak sobie, mogłoby być lepiej, ale i tak jestem zadowolona. Płaszczyk będzie w sam raz na wczesna wiosnę, na podszewce nie na  pikówce, rozsądnie szyty z flauszu z mojego płaszcza " po wypadku"- wisiał w garderobie zbyt blisko żarówki i zapłonął mu kołnierz, Na szczęście szybko to wykryła, zanom zapaliło sie na dobre- dom ma strop drewniany a garderoba zazwyczaj ma sporo łatwopalnych rzeczy. Teraz flausz się przyda, Wykończenia przy szyjce, mankietach i kieszeniach z "tygrysiej" spódniczki z krótkim włosiem. Zastanawiam się nad guzikami- czy obciągnięte na czarno, czy metalowe, na razie decyzji nie podjęłam.
 Pozdrawiam

6 komentarzy:

  1. Wow! Jak nic nie pokazujesz to nic nie pokazujesz, a jak już pokażesz, to aż tyle rzeczy na raz! :D
    Sweterek jest czadowy! Pomysł na dłuższe boki szalenie mi się podoba!
    Za uszycie koszuli podziwiam - ja nie brałabym się do tego w ogóle, a Tobie taka piękna wyszła! I te hafciki! Koszula jest niepowtarzalna - możesz być z niej dumna!!! :-)
    No i ten płaszczyk, do tego z własnej konstrukcji - fiu, fiu!!! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z koszuli faktycznie jestem dumna. A płaszczyk to idzie jakby chciał a nie mógł- ciągle coś do poprawy- no ale jak sie szyje płaszczyk z opisu konstrukcji dla dorosłego to tak bywa- wszak biust odstawać nie może.
      \cieszę się że sie podoba.

      Usuń
  2. potwierdzam, wow! Wielkie łał! Nie gustuję w sweterkach, bo mam traumę z dzieciństwa- po "klasycznych" sweterkach ze ściągaczami wszędzie, ale jest ładny, nietypowy. Koszula jest wspaniała, kiedy jeszcze nosiłam koszule, to uwielbiałam wielkie mankiety, ale z haftem to miałam tylko jedna kupną taką niezbyt, a kosztowała stówcię i przez pół życia szkoda było wyrzucić:) Natomiast płaszczyka to zazdroszczę, zwijam się wręcz. Sprawia wrażenie bardzo kształtnego, panterka go świetnie rozjaśnia i w ogóle. Sama kiedyś spaliłam o żarówkę dół sukienki, ale udało się ją uratować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak wymodelowałam klatkę piersiową i rękawy to stójeczka się nie układa- ale coraz wiecej sie uczę, i w nowym roku będzie na pikówce lub futerku- czerwony koniecznie.
      Ja lubię takie inne swetry, a odkąd waga jeździ mi o dziesięc kilo w górę i w dół to cenię sobie takie szerokaśne wielorozmiarowe- zawsze sie zmieszczę.
      Miło, że koszula się podoba:))

      Usuń
  3. Koszula jest przecudowna !!!! Podziwiam cię za cierpliwość do szycia bo mnie dawno minęła ... Oj przydałaby mi się taka właśnie , biała, oryginalna , i ten dół ! Marzenie :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz i zapraszam ponownie!