piątek, 24 maja 2013

Trinny i Susannah

Wczoraj około trzynastej odezwał się mi telefon- numer mi nieznany. Odbieram ( biegłam w deszczu na przystanek po dzieci ze szkoły) a tu... zagubiony kurier, który zastanawia się na jakich zasadach wieś moja jest numerowana. Okazało się, że pojechał kompletnie źle, więc kazałam mu zawrócić i czekać na przystanku. Przepraszał bardzo, a na koniec wręczył mi paczkę. A w paczce-  moje wyróżnienie.
 Otworzyłam czym prędzej w wiacie przystanku i odkryłam
Niezwykle inspirującą książkę niezwykle inspirujących kobiet.  Mój angielski jest jak angielski Kalego, więc mam też powód, żeby go poprawić, jako że książka jest w rodzimym języku autorek.
Oprócz książki była również paczuszka, a w niej śliczne kolczyki z różą ( kocham róże!). Kolczyki okazały się nieśmiałe i nie dały się przyzwoicie sfotografować ani zeskanować. Może męża komórką, on ma tam jakieś szmery bajery i podejście do fotografowanego obiektu - obiekt nawet nieożywiony przestaje się "wstydzić" i zdjęcie jest ok.

Miałam zrobić miłego, optymistycznego posta o tawule i irysach, które pięknie zakwitły, niestety  Matka Natura miała inne plany i zesłała nam trzy burze z gradobiciem - kule lodu leciały duże jak gołębie jajka. Z moich tawuł zostały opłakane krzewy, a irysy - szkoda mówić. Jest szansa, ze puszczą kolejne pąki i znowu zaświeci słonko- po burzach się znacznie ochłodziło i cały czas pada -wtedy będę mogła zaprezentować przynajmniej irysy.

Robótkowo na razie " leżę" brakuje mi zwyczajnie czasu. Udało mi się zebrać jedynie wszystko w jedno miejsce, które za niedługo będzie moim wymarzonym kącikiem do szycia, z miłym tłem do prezentowania moich wypocin w okresie zimy i mam nadzieję, że z maszyną do szycia.

A teraz pędzę kontynuować mój ciągnący się w nieskończoność remont- jestem na etapie odnawiania szafek kuchennych, 1/3 remontu więc już za mną i mój optymizm rośnie.


4 komentarze:

  1. Cieszę się, że już dotarł:).

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratulacje :) Mila niespodzianka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Grunt to optymizm. Zabawne, że we wsiach trzeba kurierów naprowadzać (ale przynajmniej dzięki temu zadzwonią). W mieście taki nie ma po co i nie dzwoni. A najbardziej nie lubię- i tu właśnie nie wiem czy dhla czy glsu, który karteczkę do drzwi klatki przylepia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w mieście znalazłam przed drzwiami i zastanawiałam się czy nadpobudliwy podwładny nie usiłuje mnie aby wysadzić. A to kurierowi się spieszyło i zostawił wieeelką pakę na wycieraczce.

      Usuń

Dziękuję za komentarz i zapraszam ponownie!