poniedziałek, 18 marca 2013

Takie tam...

Zimno, smutno, wietrznie, nawet słonko mnie nie cieszyło. W piątek nie puściłam dzieci do szkółki, bo zawiewało nas doszczętnie a do przystanku kawał drogi. O dziesiątej rano mąż jeszcze się przekopał do domu , ale mówił, że się bał, że utknie.
W sobotę do pracy w ogóle nie dojechał- trzy wyjazdy ze wsi, wszystkie zasypane. O szóstej rano odśnieżarka utknęła w zaspie 500 m. od domu, zostawiła tylko większą zaspę na drodze i wróciła do bazy. Dwudziesty pierwszy wiek... Odśnieżyli nas dopiero koło południa i niemal zrobił się korek- wszyscy wyruszyli po chleb do sklepu...
Przez ten wiatr gdzieś nam śniegiem podwiało pod dach. Jak zrobiło się ciepło to zaczęło przemakać u dzieci w pokoju.Nalało pół miednicy, odlazła farba- a remontowałam w zeszłym roku,grr- i łaskawie wyschło do godziny 19. Już bez farby...
 Dla odmiany i polepszenia humoru o drugiej w nocy rozbolał mnie ząb.
No i jak tu mieć optymistyczne myśli?

 Mag Ik zaprezentowała nam  nową burdę i skojarzyło mi się, że podobny gorsecik już chyba szyłam - i rzeczywiście, znalazłam Burda 4/91



Mag Ik  Zaprezentowała nam też swoją próbną kopertówkę, i pewnie dlatego szukając gorsecika wpadła mi w oko taka oto:


 Spodobała mi się bardzo i zamierzam sobie taką uszyć, pod warunkiem, że zakupię/pożyczę maszynę do szycia. A przydałaby się bardzo, gdyż majstruję komplet do kuchni, a jak wszyscy wiemy szycie ręczne ciągnie się w czasie jak guma. Teraz przymierzam się do rękawic kuchennych  z Sekretów Szycia:

Jakoś poprawił mi się nastrój. Podobno jutro ma być cieplej a w środę słonecznie- może uda mi się zrobić zdjęcia czarnej sukienki, o ile ją skończę- zostało mi raptem 15 rządków...

Aha, w ramach hodowania talii oraz odzyskania brzucha  ( kiedyś wyglądał podobnie do tego) wpadłam na stronę Vitalii. No i fajnie, darmowa diagnoza itd, lekkie wskazówki co zmienić w sposobie odżywiania ( oj, przydał się rzetelny rachunek sumienia i wyszło skąd te kilogramy) zaproponowali dietę, choć na razie nie skorzystałam, spróbuję sama, jak się nie uda to zakupimy dietę. No i wlazłam do pamiętników. Część fantastyczna- zarówno odchudzające się dziewczyny- zrzucają po 20 kilogramów i wyglądają fantastycznie, anorektyczki które walczą o przybytek wagi- można naprawdę się zbudować psychicznie i walczyć. Niestety- duży odsetek dziewcząt, które piszą: mam 170 cm ważę 55 kg i jestem potwornym grubasem, chcę schudnąć przynajmniej do 48 kg. Albo: chcę przejść na dietę Dukana, wiem, to nie zdrowe, ale co z tego ...Masakra- jeśli to ma być porządna strona o zdrowej i zbilansowanej diecie to może przydałby się jakiś moderator, który powstrzymałby ten owczy pęd? Bo za chwilę dziewczyny zaczną umawiać się na łykanie wacików,brr...

Czekam na możliwość wybiegnięcia do ogrodu i w związku z tym planuję  wyszydełkować ogromniasty kapelusz, który ochroni nie tylko moją twarz przed zmarszczkami ale i mój kark przed poparzeniem. Ponadto muszę wymyślić jakiś wygodny fartuszek ogrodniczy z masą kieszeni na wszystkie ogrodnicze przydasie- mam wyjątkowy talent wszystko odłazić a potem wściekać się bezsilnie. Może w ten sposób odczaruję wiosnę? Bo skowronka-wariata widziałam już wczoraj....





5 komentarzy:

  1. Piekne sa te bluzeczki, ktore pokazalas. Kiedys chyba nawet mialam ta Burde, ale albo nieopatrznie ja pozyczylam, albo zostala u krawcowej... Szkoda. Mam wrazenie, ze te historyczne Burdy i modele mialy wiecej kobiecych ciuszkow. Teraz te formy jakies takie... dziwaczne czesto.
    Gdyby w Holandii spadlo tyle sniegu oglosiliby kleske zywiolowa :) Ale musze im przyznac, ze zorganizowani sa duzo lepiej niz w Polandii.
    Co do diet, to ostatnio wyczytalam gdzies, ze teraz jest "moda"na lykanie larw tasiemca w ramach diety odchudzajacej. Debilizm (zarowno tych co to sprzedaja jak i kupuja) nie ma granic.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wprowadzić dobrowolnie pasożyta do organizmu i to tak groźnego? FUUUUUU!

    OdpowiedzUsuń
  3. W sprawie odśnieżania to Wam nie zazdroszczę, bo jeśli to co widzę to jest Wasz dojazd do domu, to do szosy macie normalnie hektar drogi. Twój mąż musi mieć bicepsy jak Pudzianowski :))))

    Co od odchudzania to oczywiście i ja się codziennie do tego zabieram, ale mi jakos nie wychodzi :( Jedzenie jest takie dobre a szczególnie słodycze :)))

    Ale zdziwiło mnie Twoje stwierdzenie, że nie masz maszyny. Czyżbyś gorset tez szyła ręcznie?!

    OdpowiedzUsuń
  4. Maszynę pożyczyłam od Pani Pożyczalskiej. Kobieta gromadzi masę rzeczy, ale nauczy się obsługiwać " później", tak więc z maszyny czasem korzystam, oczywiście za podszycie, skrócenie lub podwinięcie tego i owego....Co do odśnieżania- musimy też odśnieżać ten asfalt co na zdjęciu majaczy, bo najczęściej pług o nas zapomina... A do tej pory w sąsiedztwie nikt nie miał samochodu i odrzucanie śniegu im zwisało...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to powiem tylko jedno, łooooo matkoooooo!


      P.S Dziś został wysłany szlafrok, więc mam nadzieję, że za parę dni listonosz Ci uprzejmie doniesie :))

      Usuń

Dziękuję za komentarz i zapraszam ponownie!